Konstiantyn Klymchuk – ur. w 1975 w Korosteniu, mieszka w Białej Cerkwi. Starszy pracownik naukowy Muzeum Krajoznawczego w Białej Cerkwi, kierownik towarzystwa Proswita. Wcześniej asystent posła, dziennikarz i redaktor naczelny tygodnika. Dyrektor wydawnictwa Czas Zmian Inform. Od 2014 roku jako wolontariusz wspiera ukraińską armię. Autor książek dla dzieci, m.in. Bajka o kozaku Stepanie, wierszy z cyklu Nauka Modesta oraz opowiadania Ostannie switło Switliaczka, które zdobyło uznanie w konkursie im. Wasyla Portiaka. W 2023 roku opublikował nagradzaną książkę Gdy słońce stało się czarne, przetłumaczoną na polski w 2024 roku. Wydał też dwujęzyczny zbiór opowiadań Babcia i Mariczka wspólnie z Przemysławem Miśkiewiczem. Wkrótce ukaże się jego powieść dla dorosłych Miłość, wojna i inne perwersje, opisująca życie w przededniu i podczas rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku.
Sopot… To miasto stało się jednym z pierwszych, do którego mogłem przyjechać po rozpoczęciu zbrojnej agresji Rosji na mój kraj w 2022 roku. Przez trzy miesiące nie widziałem swojej rodziny. Przez trzy miesiące myślałem, że już nigdy jej nie zobaczę. Ale pod koniec maja tamtego roku stałem na sopockim molo i obejmowałem swojego syna. Cieszyłem się, że znów mogę go widzieć. Cieszyłem się, że nie widział tego, co ja widziałem w Buczy, Irpiniu i Borodziance.
Podczas mojego pobytu na rezydencji artystycznej w Sopocie pracuję nad powieścią, która dotyczy jednej z najbardziej bolesnych kwestii – zbrodni wojennych w Ukrainie popełnianych przez Rosjan wobec ludności cywilnej, w szczególności kobiet. Utrata bliskich, przemoc, przymusowe przesiedlenie – to nie tylko elementy fabuły, ale też prawdziwe historie, które stały się częścią zbiorowej pamięci ukraińskiego społeczeństwa.
W powieści chodzi nie tylko o traumę, ale także o siłę: bohaterki, które znalazły się w Polsce, stopniowo odzyskują wewnętrzną równowagę, szukają sensu i tworzą inicjatywy, które pomagają innym. Zaczynają poszukiwać osób zaginionych, wspierają więzionych, budują nowe wspólnoty – i w ten sposób rzucają wyzwanie rozpaczy.
Rezydencja w Sopocie stała się dla mnie przestrzenią ciszy i skupienia, możliwością głębszego przemyślenia tematów, o których piszę. Miasto nad morzem dało poczucie bezpieczeństwa, tak bardzo potrzebne, aby móc pracować z trudnym materiałem – historiami wojny, bólu i nadziei. Docenia się to szczególnie wtedy, gdy z wiadomości dowiadujesz się o bombardowaniach rodzinnego miasta. Uświadamiasz sobie, że jesteś bezpieczny, podczas gdy rakiety wybuchają 500 metrów od twojego domu czy miejsca pracy. W Ukrainie nigdzie nie możemy być naprawdę bezpieczni.
Prawie każdego wieczoru idę na sopocką plażę. Spacer w kierunku Mola Orłowskiego w Gdyni lub ujścia strumyka w Jelitkowie pozwala uporządkować myśli. Wracając do miejsca rezydencji o zmierzchu, czuję się, jakbym trafiał do krainy marzeń. Budynek inkubatora sztuki sprawia wrażenie miejsca marzeń i przestrzeni dla twórczości. I rzeczywiście tak jest…