Iza Michalewicz (literatura) – reporterka, pisarka, przez ponad dwadzieścia lat związana z największymi tytułami prasowymi w Polsce. Pisała m. in. dla Polityki, Newsweeka, Przekroju, Polska The Times, Gazety Wyborczej (Duży Format). Jest mistrzynią reportażu. Laureatką wielu nagród, m. in. Grand Press (2011) za reportaż roku „Jolanta i ogień” (nominowana do tej nagrody jeszcze trzy razy), oraz finalistką Międzynarodowej Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki (2015). Aktualnie Iza Michalewicz pracuje nad książką o sopockiej Operze Leśnej i prowadzi reporterski podcast „Baśnie udokumentowane”, którego można posłuchać na YouTube i Spotify. Są to opowieści bez cenzury o przemocy wobec kobiet i dzieci, o świecie zbrodni i nadużyć, o tym, co niemożliwe, a jednak wydarzyło się naprawdę.
Wyobraźcie sobie, że Opera Leśna jest kobietą, którą obserwujecie z daleka, podziwiając jej urodę i osobowość.
Niewiele o niej wiadomo poza tym, co pokażą w telewizji.
Jest celebrytką. I choć dawno przestała być gwiazdą śledzicie każdy jej krok świadomie lub przypadkiem.
Zawsze ma inną sukienkę. Raz koktajlową, czy wieczorową. Czasem jej ubranie pachnie lumpeksem.
Każdy, kto ją wynajmuje, narzuca jej swoje własne wyobrażenia. I tak od stu siedemnastu lat Opera Leśna mieni się wieloma dźwiękami.
Przeżyła dwie wojny, świat wokół zmieniał granice, a ptaki w jej drzewach wciąż zakładają gniazda. Ich śpiew bez względu na upływ czasu towarzyszy artystom do dziś.
Na pewno pielgrzymowali do doliny Prątki (gdzie dziś znajduje się Opera Leśna) mieszkańcy willi przy ulicy Goyki 3. Przed wojną festiwal w lesie potrafiło w jednym sezonie odwiedzić przeszło 20 tysięcy ludzi, więc musieli wśród nich być potomkowie Fryderyka Wilhelma Jüncke, fundatora i pierwszego właściciela „zameczku” czy „willi z wieżą”, jak potocznie o posiadłości przy Goyki mówią mieszkańcy Sopotu.
Gdy kilka lat temu przyszłam tu jako turystka-reporterka przeskakując ponad 123 lata historii w pół godziny nigdy w życiu nie przewidziałabym, że będę miała największe szczęście tu MYŚLEĆ.
Myśleć nad tym, jak zbudować opowieść o miejscu, które ostatecznie splotło dwa narody: niemiecki i polski. I splotło nierozerwalnie.
***
Rezydencja rodziny Jüncke na Goyki bogata w pracujących tam pięknych ludzi gotuje mój mózg do działania. Historia wywróciła życie przedwojennych mieszkańców tej willi do góry nogami odbierając im wszystko, co kochali.
Jeśli chcecie ją poznać to oprowadzi Was wspaniały przewodnik – Kamil, skarbnica wiedzy nie tylko o tym miejscu.
***
Otrzymując tę rezydencję wygrałam twórczy przyczółek do pracy. Zanurzona w swoim małym wrocławskim mieszkanku bez balkonu, chociaż przy ulicy Ślicznej, nie brałam pod uwagę, że będę chodziła nad morze w kapciach. I że dostanę od losu możliwość myślenia o 117 latach historii tak, jakbym była jej bezpośrednim świadkiem.
To jest dla mnie bardzo ważny czas.
Zakończenie mojej rezydencji na Goyki Art Inkubator 3 czerwca o 18.00 w Operze Leśnej w Sopocie będzie pierwszym takim pokazem (plus sztuki wizualne Daga Urman, moja cudna współlokatorka i piękna artystka), który uchyli rąbka tajemnicy, prześladującej mnie już od kilku lat.
Tajemnicy Opery.
Jeśli chodzi o Dagę to ona myśli sztuką. Jest niezwykle utalentowana, pięknie twórcza, a co za tym idzie: przybywajcie na ten spektakl emocji, historii, sztuki i pamięci.
Dziękuję za ten wspólny czas wszystkim, którzy się do tego przyczynili.